Historia Misji


ROZWÓJ ZAINTERESOWAŃ MISYJNYCH

Wieloletnie doświadczenie dzielenia się Ewangelią ze współczesnym pokoleniem w narodzie o chrześcijańskich korzeniach i tradycji, poprowadziło nas od reewangelizacji do uświadomienia sobie potrzeby dotarcia z Ewangelią do ludów, które jej dotąd nie słyszały. Zauważyliśmy, że w Liście do Rzymian zawarta jest obietnica Boża: „Ci, którym o Nim nie mówiono, zobaczą Go, i ci, którzy o Nim nie słyszeli, poznają Go.”
(Rz 15, 20).

Od czasu naszego zaangażowania w organizację Marszów dla Jezusa, gdy modliliśmy się każdego roku za jakiś kraj z tzw. „Okna 10/40” (Najmniej zewangelizowane obszary w pasie między 10 a 40 równoleżnikiem) zaczęliśmy interesować się coraz bardziej tematem misji ad gentes.

Stopniowo uświadamialiśmy sobie, że w ramach misyjnej działalności kościoła w odniesieniu do terenów nie zdobytych dla Chrystusa jest też miejsce na naszą odpowiedzialność w tym zakresie. Encyklika Redemptoris Missio stwierdza bowiem: „Przede wszystkim dochodzi do głosu nowa świadomość, że misje dotyczą wszystkich chrześcijan, wszystkich diecezji i parafii, instytucji i organizacji kościelnych”. (Redemptoris Misssio 2) oraz, że „Misje są sprawą całego Ludu Bożego” (Redemptoris Missio 71). A na pytanie „Dlaczego misje?” odpowiada: „Dlatego, że nam, jak świętemu Pawłowi, „została dana łaska ogłosić poganom jako Dobrą Nowinę niezgłębione bogactwo Chrystusa” (Ef 3,8). Nowość życia w Nim jest Dobrą Nowiną dla człowieka wszech czasów, do niej wszyscy ludzie zostali powołani i przeznaczeni… I wszyscy mają prawo do poznania wartości tego daru i przyjęcia go (Redemptoris Missio 11).

Tak powstała we wspólnocie Diakonia Misyjna. Skupiając się na gromadzeniu informacji o narodach, które „czekają” na Ewangelię i aktualnej pracy misjonarzy, zaczęliśmy modlić się regularnie za misje. Zauważyliśmy wkrótce, że Duch Święty kieruje naszą uwagę szczególnie na narody dalekiego wschodu.

Wiele czynników miało wpływ na rozwój naszych zainteresowań misyjnych, ale sądzę, że niezwykle inspirujące i motywujące były dla nas książki „Dziecko pokoju” i „Wieczność w ich sercach”. Napisane zostały przez misjonarza Dona Richardsona, który dotarł do kanibalskiego plemienia Sawi na jednej z wysp Nowej Gwinei i przez Ewangelię przemienił całkowicie życie tego plemienia. Richardson po nauczeniu się języka Sawijczyków, stworzył formę pisaną tego języka i przetłumaczył Ewangelię na sawijski, a następnie zaczął przekazywać prawdę Ewangelii mężczyznom tego plemienia. Po początkowym zainteresowaniu napotyka jednak na opór, gdy okazuje się, że to Judasz,a nie Jezus uznany zostaje za bohatera. W tym kanibalskim plemieniu ideałem było bowiem, „utuczyć kogoś przyjaźnią” po to, żeby go zjeść. Dlatego właśnie to Judasz, a nie Jezus wzbudził ich podziw. Wydawało się, że w tym momencie misja Richardsona całkowicie się załamała. Jednak pewne wydarzenie, które miało miejsce wkrótce całkowicie odwróciło bieg rzeczy. Sawijczycy często prowadzili z sąsiednimi plemionami wyniszczające wojny. Żeby nie dopuścić do totalnej zagłady, plemiona te miały sposób na czasowe zawarcie pokoju. Pokój trwał tyle, ile żyło „dziecko pokoju”. A „dzieckiem pokoju” było małe dziecko członków jednego plemienia ofiarowane rodzinie z drugiego plemienia. Dopóki ono żyło nie mogło być między tymi plemionami wojny. Taka ceremonia miała właśnie miejsce pewnego dnia w plemieniu Sawi. Richardson początkowo nie rozumiał co się dzieje, ale gdy uzyskał wyjaśnienia odkrył, że oprócz ideału „utuczenia przyjaźnią” plemię to miało zidentyfikowaną „największą zbrodnię”. Było nią zabicie „dziecka pokoju”. To odkrycie stało się kluczem do serc Sawijczyków i utorowało drogę umożliwiającą im przyjęcie Ewangelii. Richardson zebrał ponownie Sawijczyków i oświadczył im, że Jezus jest „dzieckiem pokoju”, które ofiarował nam Bóg, a Judasz był tym, który doprowadził do zabicia dziecka pokoju. Całe uznanie dla Judasza natychmiast zamieniło się w pogardę. Ewangelia stała się zrozumiała i zaczęła trafiać do serc tych ludzi.

Późniejsze badania etnologiczne doprowadziły Richardsona do wniosku, że w tradycji i kulturze większości ludów istnieją ukryte „ziarna Ewangelii”, które po zidentyfikowaniu stają się kluczem do przekazu Ewangelii. W książce „Wieczność w ich sercach” znaleźliśmy wiele przykładów potwierdzających tę prawdę.

Niespodziewane spotkanie z Haroldem Matolką, który również był misjonarzem na Nowej Gwinei umożliwiło nam nawiązanie kontaktu z Donem Richardsonem. W rezultacie w roku 1997 zorganizowaliśmy konferencję misyjną z Jego udziałem. Była ona dla nas wielką inspiracją i motywacją do modlitwy, aby Bóg posłał pewnego dnia kogoś z naszej wspólnoty do kraju, w którym ludzie wciąż czekają na Ewangelię. Właśnie mijało dziesięć lat od powstania naszej wspólnoty. Wciąż byliśmy wspólnotą młodych ludzi. Nie licząc kilkorga liderów najstarsi członkowie wspólnoty byli jeszcze studentami, a większość stanowili licealiści. Wydawało się, że nie posiadamy ani wystarczających kwalifikacji, ani zasobów i możliwości, by myśleć o poważnym zaangażowaniu misyjnym. Nie przeszkadzało nam to jednak wierzyć, że Bóg kiedyś może się nami posłużyć.

Tymczasem ćwiczyliśmy się w zdolności przekraczania barier kulturowych i rozwijaliśmy pragnienie niesienia Dobrej Nowiny o zbawieniu w Jezusie innym narodom, wyjeżdżając na krótkoterminowe wyjazdy misyjne do sąsiednich krajów, takich jak Ukraina, Litwa, Łotwa, Słowacja. Rafał Solski, student konserwacji zabytków zdołał wyjechać na pewien czas do Uzbekistanu, Kirgistanu i Kazachstanu. Jego myśli krążyły jednak wokół jeszcze bardziej odległego kraju, Mongolii. Podczas pobytu w Szwecji udało mu się nawet zdobyć egzemplarz świeżo wydanego Nowego Testamentu w języku mongolskim.

REKONESANS MISYJNY

Latem 2001 pojawiła się wreszcie okazja, by pojechać do Mongolii. Damian Dekowski organizował wyprawę do tego kraju w związku ze swoją pracą magisterską z geografii. Korzystając z tej sposobności postanowiliśmy dołączyć do wyprawy Damiana jeszcze kilka innych członków wspólnoty, aby zorientować się na miejscu czy jest możliwość głoszenia Ewangelii w tym kraju i czy moglibyśmy się w to włączyć. Wcześniej próbowaliśmy pozyskać informacje na ten temat, ale dowiedzieliśmy niewiele, poza tym że chrześcijaństwa tam właściwie nie ma. Pierwszą osobą, której zaproponowałam dołączenie do zespołu Damiana był oczywiście Rafał Solski. Kolejne osoby to Małgosia Barska i Joasia Jakubowska. 1 sierpnia 2001 roku ten czteroosobowy zespół wsiadł w Warszawie do pociągu jadącego do Moskwy, a następnie koleją transsyberyjską po tygodniowej podróży dotarł do Ułan Bator. Na dworcu czekała na nich Bolorma, mongolska dziewczyna poznana rok wcześniej na Rynku Staromiejskim w Toruniu podczas ewangelizacji ulicznej, którą nasza wspólnota prowadziła razem z 80-osobową grupą z Malty. Bolorma zabrała naszych wysłanników do swojego mieszkania, by mogli trochę odpocząć po wyczerpującej, choć również pięknej, zwłaszcza w okolicach Bajkału, podróży. Jej pomoc okazała się jeszcze bardziej nieoceniona kiedy trzeba było umówić się na „dzachu” z kierowcą terenowego samochodu na podróż z Ułan Bator do leżącego na zachodzie kraju miasta Chovd. Podróż w przepełnionym łaziku przez stepowe wertepy trwała cztery doby. Pojawienie się białych ludzi w namiocie rozbitym nad rzeką wzbudziło zainteresowanie Mongołów, którzy zaczęli ich odwiedzać i przebywać z nimi, pomimo bariery językowej, która nastręczała trudności w komunikacji. Po krótkim czasie okazało się, że istnieje w tym mieście niewielka grupa młodzieży, która wierzy w Chrystusa i spotyka się w małym, drewnianym budynku. Ich wiara została zapoczątkowana przez koreański zespół ewangelizacyjny, który spędził krótki czas w Chovd. Grupa, choć była właściwie pozbawiona jakiejkolwiek opieki pasterskiej i była kierowana przez kilkunastoletnią dziewczynę, wykazywała się gorliwością. Udało się więc nawiązać współpracę i wspólnie zorganizować obóz dla dzieci z tego miasta. Umiejętności Damiana i Rafała z zakresu pantomimy i klaunady okazały się bardzo pożyteczne. Opuszczając Chovd trudno było nie mieć poczucia, że ci małoletni wierzący potrzebują prowadzenia, aby wzrastać w wierze, nie wspominając o duchowych potrzebach całej reszty lokalnej społeczności. Myśl o dłuższym pobycie w tym kraju była więc czymś naturalnym. Toteż w drodze powrotnej Małgosia i Rafał zdecydowali się na nawiązanie kontaktu z uniwersytetem w Ułan Bator. Rozpoczęcie studiów mogłoby bowiem zapewnić prawo do dłuższego pobytu w Mongolii.

PIERWSZE KONTAKTY MISYJNE W UŁAN BATOR

Po upływie kilku miesięcy od powrotu z Mongolii, 3 kwietnia 2002 roku Małgosia i Rafał przyjechali ponownie do Ułan Bator, aby uczyć się języka mongolskiego i ewentualnie nawiązać kontakty z obecnymi już w tym mieście misjonarzami. Od 1992 roku działało tam Katolickie Centrum Misyjne, jednak trudno byłoby powiedzieć, że istniała w tym czasie jakaś liczniejsza wspólnota wierzących Mongołów. Liturgia odbywała się w języku angielskim i uczestniczyli w niej głównie cudzoziemcy. Pracowały tam jednak siostry Misjonarki Miłości, a wśród nich Polka, s. Francois. Ona właśnie stała się nieocenioną pomocą dla Rafała i Gosi. Posługiwała się już dobrze językiem mongolskim podczas gdy Rafał i Małgosia dopiero się go uczyli, a ponadto włączała ich w podejmowane przez siostry działania. Kolejne miesiące upewniły ich co do decyzji zaangażowania się w ewangelizację tego narodu. 16 czerwca wrócili do Polski, ale tylko po to, by się pobrać i powrócić do Ułan Bator.

PIERWSZY KRÓTKOTERMINOWY WYJAZD MISYJNY

W międzyczasie na prośbę s. Francois przyjechał do Mongolii trzy osobowy zespół w składzie: Dekowski Damian, Lamparska Ewelina i Pipczyńska Violetta. Siostry potrzebowały pomocy do wakacyjnej pracy z dziećmi. Wspólnie odwiedzali również więzienia dla dorosłych i nieletnich. Dzięki tłumaczeniu s. Francois mogli dzielić się dobrą nowiną o zbawieniu w Jezusie i swoim doświadczeniem relacji z Bogiem. W czasie ich pobytu miało miejsce wydarzenie, które wpłynęło na dalszy bieg naszego misyjnego zaangażowania w Mongolii. W dzielnicy Khan Ull 15 sierpnia otwarta została pierwsza parafia dla garstki nawróconych na chrześcijaństwo Mongołów. Obejmował ją misjonarz południowokoreański O. Kim Stefano.

POSŁUGA MISYJNA MAŁGORZATY I RAFAŁA SOLSKICH

Kilka dni po otwarciu parafii na Khan Ullu, 19 sierpnia Rafał i Małgosia są z powrotem w Ułan Bator. Natychmiast otrzymują od O. Kim propozycję współpracy i przenoszą się do Domu Misyjnego. Kontynuując naukę języka mongolskiego angażują się we wszystkie prace niezbędne do zbudowania chrześcijańskiej wspólnoty, która będzie miała moc przyciągania innych do wiary. W miarę nabywania umiejętności językowych zakres ich misjonarskiej posługi poszerza się. Oprócz zajęć czysto organizacyjnych i administracyjnych stopniowo przejmują inne odpowiedzialności – posługę muzyczną, spotkania z młodzieżą, pracę z małżeństwami. Systematycznie do pomocy wysyłane są zespoły członków wspólnoty na krótkoterminowe misje.

Od 5-31 sierpnia 2003 roku przebywał w Ułan Bator czteroosobowy zespół – Damian Dekowski, Stanisława Iżyk-Dekowska oraz Monika i Stanisław Dziurlikowscy, który przygotował kilka programów ewangelizacyjno-modlitewnych i włączył się w organizację 1 rocznicy parafii. Był to też czas rozmów i strategicznego planowania z O. Kim. Pod koniec tego pobytu zespól uczestniczył w ordynacji biskupa Viaczeslao Padilla, który jest Wikariuszem Generalnym W Mongolii i konsekracji katedry. W drodze powrotnej z powodu pieciogodzinnego opóźnienia samolotu do Moskwy mieliśmy bardzo cenną możliwość odbycia długiej rozmowy z Arcybiskupem Tomaszem Petą z Kazachstanu.

Kolejny zespół przyjechał do Ułan Bator w roku 2004 (6-13 kwietnia). Ten krótki pobyt był związany z poprowadzeniem trzydniowych rekolekcji ewangelizacyjnych w Wielkim Tygodniu. Pięcioosobowy zespól w składzie – Damian Dekowski, Stanisława Iżyk-Dekowska, Ania Jazowiecka, Kasia Kamińska i Jakub Orzeł – włączył się również w przygotowania do Świąt Paschalnych. Szczególną posługę mieliśmy w Wielką Sobotę spędzając cały dzień aż do liturgii w jednym z dwóch domów Matki Teresy z Kalkuty modląc się za „dziewczęta ulicy” przygarnięte przez siostry. Niesamowita była ich wdzięczność – przyjechały potem do naszego Domu Misyjnego, żeby spędzić z nami pierwszy dzień Wielkanocy. Nasz pobyt został zakończony spotkaniem misjonarzy pracujących w Mongolii z Nuncjuszem Apostolskim.

W sierpniu 2004 roku mieliśmy niepowtarzalną okazję gościć we wspólnocie O. Kim, który wygłosił tłumaczone przez Rafała kazanie misyjne w naszym kościele parafialnym w Toruniu.

W następnym roku 2005 kościół w Mongolii organizował Festiwal dla młodzieży skupionej przy dwóch istniejących wtedy parafiach – katedralnej, św. Piotra i Pawła oraz Wniebowzięcia NMP na Khan Ullu. Z tej okazji poproszono nas o wysłanie zespołu do pomocy w organizacji tego wydarzenia. Tym razem pojechało 7 osób: Sławek Bałtaziuk, Damian Dekowski, Łukasz Iżyk, Stanisława Iżyk- Dekowska, Ania Jazowiecka, Ewa Narolewska i Viola Pipczyńska. W ramach przygotowań do Festiwalu poprowadzone zostały warsztaty z pantomimy dla miejscowej młodzieży i przygotowano przedstawienie, które zostało zaprezentowane podczas Festiwalu. Był to też czas wielu prac fizycznych, zwłaszcza przy rozbiórce tymczasowej kaplicy, która miała zostać zastąpiona nowym budynkiem kościoła. A także czas nocnego czuwania modlitewnego w jurcie, która po zburzeniu kaplicy była przejściowo miejscem gromadzenia się lokalnej wspólnoty wierzących. O. Kim natomiast podzielił się z nami chęcią założenia Centrum dla Niepełnosprawnych i poprosił nas o pomoc.

Wkrótce jednak O. Kim zachorował na gruźlicę i musiał wyjechać do Korei na leczenie. W czasie jego półrocznej nieobecności całe życie wspólnoty parafialnej spoczywało na barkach Rafała i Gosi. Niestety, okazało się niebawem, że ukryte stadium gruźlicy wykryto również u Zbyszka, dwu i pół letniego synka Solskich. W styczniu 2006 roku Rafał i Małgosia przyjechali do Polski na urlop, który ze względu na konieczność leczenia Zbyszka trwał do końca lipca.

Kiedy 31 lipca 2006 roku wracają do Mongolii, wraz z nimi wyjeżdża na okres 1 roku Violetta Pipczyńska. Jej zadaniem jest poczynienie przygotowań do założenia Centrum dla Niepełnosprawnych i wyszkolenie personelu, który będzie potem to Centrum prowadził.

Rok później Rafał i Małgosia decydują się na prośbę pracownika socjalnego z Ułan Bator przyjąć opiekę prawną na trojgiem osieroconych dzieci mongolskich – Dumą, Tuguldurem i Timurinem.

Kolejny krótkoterminowy wyjazd misyjny miał miejsce w roku 2009 roku. Pięcioosobowy zespół w składzie – Paulina Ambroziak, Damian Dekowski, Stanisława Iżyk-Dekowska, Mokwiński Piotr i Michał Tocki zajął się głównie pracami wykończeniowym w nowo powstałym budynku misyjnym w dzielnicy Niseh, gdzie Rafał z Małgosią rozpoczęli pracę ewangelizacyjną wśród młodzieży. Dla tej młodzieży został zorganizowany wyjazd rekolekcyjny do Hangait.

Po urodzeniu Hani w 2010 w rodzinie Solskich jest pięcioro dzieci. Jest coraz trudniej utrzymać dotychczasowe zaangażowanie w pracę kościoła z zapewnieniem opieki nad dziećmi. Do pomocy wysłani zostają Justyna Homa i Piotr Mokwiński. W czasie ich dwumiesięcznego pobytu O. Kim zauważa misjonarski potencjał w Justynie i prosi ją, aby przyjechała na stałe i zajęła się organizacją pracy w Dzuunmod.

JUSTYNA HOMA PODEJMUJE POSŁUGĘ MISJONARZA ŚWIECKIEGO W DZUUNMOD I W UŁAN BATOR

W kwietniu 2011 roku po krótkich przygotowaniach Justyna przyjeżdża do Mongolii, aby zostać dyrektorem Centrum Rehabilitacji w Dzuunmod. Musi równocześnie uczyć się języka i organizować pracę Centrum. Udaje jej się opanować język mongolski w najkrótszym czasie spośród wszystkich misjonarzy.

W organizacji pracy Centrum pomagają jej w ciągu kwietnia i maja Monika Malinowska i Zatorska Aneta. Biorą one również udział w spotkaniach z młodzieżą w Ułan Bator oraz prowadzą zajęcia z przysposobionymi dziećmi Rafała i Gosi – Tugim i Timką, którzy mają zapóźnienia edukacyjne.

Od sierpnia do października 2011 roku współpracują z misjonarzami Aneta Gołębiewska i Ania Kazaniecka, które oprócz prac porządkowych i organizacyjnych prowadzą zajęcia z dziećmi oraz program ewangelizacyjny dla młodzieży na Nisehu.

Na początku roku 2012 przyjeżdżają do Ułan Bator Ewa Narolewska i Dorota Sebastian. Oprócz praktycznej pomocy dla rodziny Solskich mającej od jesieni 2011 już sześcioro dzieci (w listopadzie 2011 urodził się Krzysiu), pomagają prowadzić Alpha w Dzuunmod. Prowadzą też naukę tańca i choreografii dla celów ewangelizacyjnych na spotkaniach z młodzieżą w Ułan Bator.

RAFAŁ I MAŁGOSIA PO 10 LATACH WYCZERPUJĄCEJ PRACY MISYJNEJ WRACAJĄ DO POLSKI

Niestety, Tugi i Timka nie mogą być zabrani do Polski ze względu na miejscowe przepisy, zostają więc umieszczeni w Domu Dziecka prowadzonym przez Salezjanów. Duma jako pełnoletnia zamieszkuje ze swoim bratem.

Justyna po wyjeździe Rafała i Małgosi musi dzielić swoją działalność pomiędzy Dzuunmod i Ułan Bator. Ostatecznie przekazuje Centrum Rehabilitacji Koreańczykom i zamieszkuje w Domu Misyjnym na Khanuulu w Ułan Bator. Wraz z wyszkolonymi liderami mongolskimi prowadzi kurs Alpha, który jest formą przygotowania do chrztu w parafii Wniebowzięcia NMP. Z tą samą posługą wyjeżdża do oddalonego o 100 kilometrów od Ułan Bator Ośrodka dla Alkoholików. Troszczy się też o Punkt Misyjny na Nisehu.

Jesienią 2012 roku przyjeżdża trzyosobowy zespól – Alina Ciechanowska, Damian Dekowski i Stanisława Iżyk-Dekowska. W czasie tego pobytu spotykamy się z ks. Biskupem i uzgadniamy plan dołączenia do Justyny kolejnego małżeństwa.

ANNA I PIOTR MOKWIŃSCY ROZPOCZYNAJĄ POSŁUGĘ MISYJNĄ W 2014 ROKU

Jak każdy misjonarz chcący pozostawać na stałe w Mongolii, zaczynają od nauki języka. W miarę zdobywania umiejętności językowych włączają się w bieżącą pracą misyjną. Rozpoczynają kurs Alpha dla młodzieży i przygotowują razem z o. Thomasem i Odongo spotkania młodzieżowe, które mają pomóc młodym ludziom wzrastać w wierze, w osobistej relacji z Jezusem i we wzajemnych relacjach braterskich. Dwa razy w tygodniu mają dyżur w punkcie misyjnym na Nisehu, który pełni funkcję świetlicy dla dzieci i młodzieży i jest miejscem spotkań modlitewnych lokalnej społeczności wierzących. Razem z Justyną aktywnie włączeni są w codzienne życie parafii. Piotr angażuje się również w posługę dla bezdomnych z miejskiego wysypiska śmieci, gdzie oprócz dostarczania ciepłego posiłku, udzielana jest też doraźna pomoc w postaci leków, środków higienicznych czy przyborów szkolnych dla dzieci.

Boże Narodzenie 2016

Z życia Kościoła na Han uulu

 

 

 

 

Kurs Alpha

 

 

 

 

 

Praca na wysypisku